Jej kariera jest przykładem, że kobieta potrafi nie tylko odnaleźć się w branżach zdominowanych przez mężczyzn, ale także wyznaczać kierunki ich rozwoju. Oto Edyta Młynarczyk w rozmowie między innymi o tym, jak to jest świadomie wypowiadać słowa #JestemPewna!
Jak znalazła się Pani w tym miejscu zawodowym, w którym jest obecnie?
Edyta Młynarczyk, współwłaścicielka Agro-Transhandel, myjni dla samochodów ciężarowych JASED oraz Resort&Camp LUSÓWKO: No cóż, życie rządzi się przede wszystkim przypadkami i okazjami i albo je człowiek wykorzysta albo nie. Tak było w moim przypadku. Z wykształcenia jestem pedagogiem germanistyki i to zawsze była moja pierwsza miłość, a druga to z kolei podróże. Jak tylko zdarzyła się okazja, żeby podróżować i porozumiewać się po niemiecku to to wykorzystałam. Czyli pierwsze kontakty z zagranicznymi kontrahentami, poszukiwanie nowych krajów, z którymi można było coś wspólnie zdziałać przy okazji handlu świniami i tak powoli to się zaczęło. Oczywiście to też zasługa ciężkiej pracy, załadunku transportów osobiście przez całą noc, podglądanie konkurencji i chyba otwartość umysłu na nowe rzeczy. Generalnie uwielbiam jak coś się dzieje, stagnacja mnie nudzi i od razu wymyślam coś nowego, co często okazuje się słuszne. Jednak najważniejsza moja biznesowa zasada to nie liczyć pieniędzy, nigdy, przenigdy biznes mi żaden nie wyszedł jak nastawiłam się tylko na deal. I jeszcze szczęście, ostatnie lata naprawdę dużo się działo i miałam wręcz niewiarygodne szczęście w życiu. Mam tylko nadzieję, że to się nie zmieni.
Co uważa Pani za swoje największe zawodowe osiągnięcie do tej pory?
Myślę, że przede wszystkim to, że moja spółka Matka, czyli Agro-Transhandel jest wiarygodna w tym naszym męskim świecie już od ponad 18 lat. Jedyna tak duża firma w branży handlu tucznikami w Polsce, jak nie w Europie, kierowana samodzielnie przez kobietę. Nie za bardzo lubię się chwalić, ale jako pierwsza w branży zaczęłam import warchlaków, praktycznie w maju 2004 r., czyli od razu jak Polska weszła do UE. Wtedy to była zabawa i wówczas nigdy bym nie pomyślała, że to zmieni praktycznie funkcjonowanie gospodarstw w Polsce. Na dodatek udało mi się stworzyć fajny, stabilny zespół, gdzie naprawdę ostatnio rzadko pojawiają się konflikty. A przy tym wszystkim od ponad 25 lat mam również stabilną rodzinę, gdzie razem z mężem pracujemy i się wspieramy. Powoli dochodzą też już nasze dzieci do firmy, czyli wszystko jest na razie na swoim miejscu.

Proszę dokończyć myśl: #JestemPewna, ponieważ…
Jestem nadal szalonym dzieckiem i nie wstydzę się tego, mam wiele pomysłów, a to daje ludziom wokół mnie pozytywną energię, co pomaga również w budowaniu biznesu. A przede wszystkim jestem szczera, co dzisiaj jest rzadkością.
Jak według Pani skutecznie budować zdrową pewność siebie?
Zbudowanie pewności siebie jest bardzo ciężkie. Sama pochodzę z małego miasteczka, z ubogiej rodziny i wyrwanie się z tego było nie lada wyczynem. Najważniejszą cechą musi być odwaga, mało tego – odwaga do popełniania błędów. Dzięki tej odwadze nie boimy się ryzykować, w moim przypadku był to wyjazd do Niemiec w wieku 19 lat, w czasach gdzie było to nie do pomyślenia jeszcze. Znalazłam tam pracę, nauczyłam się języka i wróciłam spełniać marzenia. Dałam radę, sama w obcym państwie, czyli „nic mnie nie zatrzyma”. Każdy element w naszym życiu, zarówno i porażki jak i sukcesy dają nam wiedzę i doświadczenie i z tego trzeba czerpać pewność siebie. Jeśli człowiek ma marzenia i robi wszystko, żeby je spełnić i one się spełniają, to myślę, że powoli ta pewność siebie będzie rosła. To jest chyba naturalna droga. Czyli tak naprawdę w skrócie odwaga do spełniania marzeń, jakie one by nie były, nawet czasem takie przyziemne (śmiech).
Co w Pani pracy jest wspaniałego?
Różnorodność, uwielbiam ją, bo przez to się nie nudzę, a wręcz przeciwnie, ciągle się rozwijam. Przekrój tematów i wiedzy jaką muszę posiadać, żeby zarządzać właściwie jest wręcz niewiarygodna. Oczywiście, najprościej byłoby otoczyć się samymi profesjonalistami w danym temacie tudzież problemie, ale na końcu i tak ja muszę podjąć decyzję, więc lubię sama zagłębiać się w problemy. To także pozwala mi być ciągle aktywną osobą, pełną energii i mieć nadal pomysły na biznesy. I osobiście uważam, że nie ma nic fajniejszego jak wstać o 3 czy 4 rano, pojechać na załadunek tuczników na jakieś gospodarstwo, o 6 godzinie wypić kawę ze swoim kierowcą siedząc na paletach a potem o 11 odbyć spotkanie z przedstawicielami jakiegoś banku już w eleganckim business formal.
Co w sobie uważa Pani za wspaniałe?
Szczerość i brak zazdrości takiej negatywnej zazdrości, a także to że w wieku 50 lat nadal potrafię być szalona i tańczyć „pogo” na Poland Rock Festiwal czy jeździć czołgami na zlocie militarnym.
Jak dba Pani o równowagę między pracą, a życiem osobistym?
Prowadząc kilka spółek jednocześnie, trudno mówić o klasycznej równowadze między pracą a życiem prywatnym. Tym bardziej, że pracujemy razem jako rodzina — mój mąż, starszy syn z partnerką, a młodszy syn już żywo interesuje się wszystkim, co robimy. W efekcie tego rozmowy przy stole bardzo często krążą wokół spraw zawodowych. Tylko że my naprawdę lubimy to, co robimy, i w gruncie rzeczy nie traktujemy tego jak pracę. Dużo się wokół nas dzieje — są oczywiście wyzwania i problemy, ale jest też mnóstwo radości i spotkań z fantastycznymi ludźmi.
A kiedy potrzebujemy złapać oddech, wsiadamy do naszego kampera i ruszamy przed siebie — bez sztywnego planu, żyjąc na dwudziestu metrach kwadratowych. To kochamy najbardziej: podróże i wolność, jaką daje caravaning.
Tak naprawdę nie walczę na siłę o idealną równowagę. Praca, którą się lubi, daje przyjemność. Problemy pozwalają się rozwijać, a czasem mam wrażenie, że nawet spowalniają proces starzenia się. Człowiek wstaje rano z poczuciem celu, z myślą, że jest potrzebny i że ma przed sobą coś do zrobienia. Nie wyobrażam sobie poranków spędzanych na zastanawianiu się, czym dziś zabić czas — czy pójść na siłownię, czy do kosmetyczki. To zupełnie nie mój styl życia. Jestem chyba zbyt aktywna i przyznaję, że i siłownię, i kosmetyczkę ledwo udaje mi się wcisnąć w zabiegany dzień.
I właśnie to mnie napędza. Aktywne życie zawodowe, które daje satysfakcję. I szczerze — polecam to każdemu.

Co Panią inspiruje i daje motywację do prowadzenia własnego biznesu?
Jestem w biznesie tak długo, że dziś trudno byłoby mi sobie wyobrazić powrót na „etat”. Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że żaden szef długo by ze mną nie wytrzymał (śmiech).
Tak naprawdę nie potrzebuję dodatkowej motywacji. Moja głowa jest pełna pomysłów, lubię, gdy coś się dzieje i gdy projekty żyją. Ogromną satysfakcję daje mi też otaczanie się wartościowymi ludźmi — takimi, którzy podchwytują moje działania, rozwijają się razem ze mną i wzajemnie się napędzamy. Wtedy wspólnie działamy, żeby dany pomysł po prostu zadziałał. Często nawet nie dla samego biznesu, ale dla tej wyjątkowej satysfakcji, że udało się coś stworzyć od podstaw.
Pierwsza spółka, Agro-Transhandel, działa już od 20 lat. Tworzy ją zespół wspaniałych pracowników oraz grono wieloletnich, lojalnych klientów. Zbudowaliśmy markę, która w branży kojarzona jest z profesjonalizmem i solidnością.
Druga spółka, JASED, rozwinęła w Polsce zupełnie nową formę usług „myjni” dla samochodów ciężarowych. Zależało nam na tym, aby kierowca czuł się u nas jak w domu. I to zadziałało — ludzie wracają, bo czują się nie tylko dobrze obsłużeni, ale także po prostu zaopiekowani.
Trzecia firma, CDM ARKADO, zaczęła spokojnie, bez pośpiechu, od produkcji pasz dla zwierząt. Od początku stawialiśmy nie tylko na zysk, ale przede wszystkim na wyniki produkcyjne i zdrowotność zwierząt. Arkado wystartowało niepozornie, trochę przez przypadek, a dziś obsługuje już większość klientów Agro-Transhandel.
Najmłodsze „dziecko” to RESORT & CAMP Lusówko — ośrodek wypoczynkowy związany głównie z caravaningiem. To miejsce stworzone z myślą o ludziach podobnych do nas: kochających naturę, ciszę, spokój, leśne zwierzęta i kawę o wschodzie słońca. Resort powstał z miłości do caravaningu i właśnie tą miłością chcemy się dzielić oraz zarażać innych.
I to właśnie ludzie są moją największą motywacją — ci, których spotykam później wokół siebie. Czasem zdarzało się nawet, że przy okazji mogłam komuś realnie pomóc w życiu, co daje ogromne poczucie sensu.
No i oczywiście pozostaje jeszcze moja długa, nigdy niekończąca się lista marzeń do spełnienia. W końcu na nie też trzeba jakoś zarobić (śmiech).
Ma Pani jakieś osobiste motto w biznesie, które pomaga Pani w codziennych biznesowych zmaganiach z rynkiem?
Moje jedyne motto, które zawsze sobie powtarzam, brzmi: „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Dzięki niemu bardzo rzadko się stresuję, nawet wtedy, gdy w biznesie coś nie idzie po mojej myśli. Wielokrotnie już przekonałam się, że to podejście naprawdę działa. Każda sytuacja, która była dla mnie trudna zawodowo, z perspektywy czasu przynosiła coś dobrego i wartościowego. Trzeba tylko umieć to dostrzec i zachować pozytywne nastawienie. W końcu każdą porażkę można zamienić w sukces — trzeba tylko chcieć. Bo po każdym deszczu w końcu wychodzi słońce.
Co chciałaby Pani Czytelniczkom powiedzieć, które dopiero zaczynają budować swoją zawodową karierę?
Nie bójcie się popełniać błędów, tylko wyciągajcie z nich naukę i najważniejsze motto, które koniecznie powinno wisieć nad łóżkiem każdego „nie ma tego złego, co na dobre nie wyjdzie”, każda sytuacja ma swój cel, tylko trzeba go umieć dostrzec.

Po więcej informacji o działalności naszej Bohaterki zapraszamy tutaj:
Fot. Michał Łepecki do projektu #JestemPewna, w ramach #SukcesJestKobietą, sesja została zrealizowana w Muzeum Gazownictwa w Warszawie, ul. Seweryna Krzyżanowskiego 7, 2025 r.
#SukcesJestKobietą, #JestemPewna, #kampania, #MuzeumGazownictwawWarszawie, #biznes
Źródło: materiał promocyjny Partnera

Facebook
RSS