Site icon Sukces jest kobietą!

Okiem Oskara: Każdy ma swoją bitwę

Fot. Katarzyna Widmańska

Zaparkowałem samochód pod salonem. Na plakacie reklamującym jakiś magazyn sportowy widniała potwornie obita twarz Tomasz Adamka. Byłem po takim tygodniu, że natychmiast się z nim utożsamiłem

Tyle tylko, że moimi sparing partnerami byli: pewien bardzo namolny urzędnik z pewnego urzędu i pewne uparta dziennikarka, z którą musiałem stoczyć bój. Koniecznie chciała mnie wykreować na drugiego Jacykowa.

– Sorry, albo będę Oskarem, albo musimy się pożegnać – powiedziałem w końcu.

Patrząc na spuchniętego i obitego krajana uświadomiłem sobie, że w ostatnim czasie ciągle tocze jakieś boje. Wojownik odzywa się, gdy rzeczywistość chce mnie zaszufladkować.

Wszedłem. Nastawiłem kawy. Byłem jak zwykle przed czasem ale intuicja podpowiadała mi, że dzisiejsze dzień coś we mnie poprzestawia. Popatrzyłem na siebie jedenaście kilo chudszego. „Przynajmniej w tej bitwie wygrywam” – pomyślałem.

Pierwsza klientka zapisana była na 8 rano. Weszła drobna kobieta koło pięćdziesiątki. Z nawyku przyjrzałem się jej włosom. Były nienaturalnie błyszczące. Coś mi w nich nie pasowało choć nie umiałem tego zdefiniować. Zazwyczaj gadam jak najęty, ale ta kobieta wprowadzała sobą jakąś inną energię.

Zaprosiłem do mycia ale ona usiadła na krześle.

– Wie Pan, nie jest to dla mnie łatwe, ale chyba już jestem gotowa – ściągnęła perukę. Zobaczyłem małą głowę z krótkimi, siwymi włosami – przecież to jestem ja prawdziwa. Choroba to część mnie.

Umyłem delikatnie głowę. Myślałem o zmęczonym chemią ciele. Przypomniał mi się moment z „33 scen z życia” Małgorzaty Szumowskiej: córka czesze matkę. Są w szpitalu. Matka jest w trakcie chemioterapii. Córka w pewnej chwili zauważa na grzebieniu ogromne ilości włosów. Nie mówi o tym matce, jakby chciała zanegować rzeczywistość. Faktem jest, że one wypadają i wkrótce wypadną, ale dopóki tego nie ubierzemy w słowa, łudzimy się, że da się tę rzeczywistość zatrzymać; odsunąć w czasie.

Siedziała w moim fotelu taka krucha a jednocześnie na tyle odważna, by pokazać światu swój ring. Zrobiłem jej ciepły brąz. Obciąłem tak, by optycznie zwiększyć ich ilość. Ale to nie było potrzebne.

Każdy ma swoją wojnę. Ja toczę ją ze światem, ona – z własnym ciałem, które traktuje jak wroga coś, co jest niezbędne do życia.

– Dziękuję – uścisnęła mi dłoń.

– To ja dziękuję. Nawet Pani nie wie, jak bardzo.

www.oskarbachon.pl

Exit mobile version