Site icon Sukces jest kobietą!

O tym, jak Biała Dama polubiła futbol

Podobno każdy zamek na swoją Białą Damę. To postać, która pojawia się po zmroku i przechadza po zamku, tak jakby czuwała nad posiadłością należącą kiedyś do niej. Skąd wzięły się Białe Damy? Tego nikt nie wie. Może są duchami kobiet, które mieszkały na zamkach a może nieszczęśliwymi zjawami – nie mogły trafić tam, gdzie zazwyczaj trafiają zjawy, więc błakają się po ludzkim świecie.

Białych Dam i innych duchów nie trzeba się bać. One nigdy jeszcze nikogo nie skrzywdziły, zresztą jaki miałyby w tym cel? Przecież też były kiedyś ludźmi, a na pewno dziećmi.

Posłuchajcie o Białej Damie, która ponoć nawiedza stary zamek w nieodległej Lubawie. Zamek ma długą historię, piękną, chociaż niezbyt szczęśliwą. A to pożar, a to wojna, a to coś jeszcze. Budowany i burzony, znów odbudowany i ponownie niszczony. Niełatwe życie mieli ci, do których zamek w Lubawie należał.

Wróćmy jednak do opowieści. A było tak: opuszczony zamek, no powiedzmy to sobie wprost – ruinę, odwiedzały czasem dzieci z pobliskich wsi, które wracały ze szkoły. Bawiły się w ruinach, na dziedzińcu; to świetne miejsce, żeby się schować, odegrać jakąś scenkę albo po prostu pobiegać. Dorośli mówili zawsze, żeby raczej nie zaglądać w to miejsce. Wiadomo przecież jak to jest z opuszczonymi zamkami. Może schowała się tam grupa jakichś rzezimieszków albo grasują tam bezpańskie psy, albo – co jeszcze gorsze – smoczyca wysiaduje jaja.

Dzieci nie słuchały dorosłych, ruiny zamku były tajemnicze, a przecież wszystkie dzieci kochają tajemnice. Kiedy grupa dzieci bawiła się na dziedzińcu, nagle zjawiła się postać – dziwna, trochę przerażająca. Najpierw była małą dziewczynką, potem zamieniła się w dorosłą kobietę. Biła od niej jasność, na wietrze, który właśnie się zerwał, tańczyła jej biała szata, unosiły się czarne włosy. Dzieci uciekły. Na dziedzicu został tylko mały chłopiec.

– Czego tu szukasz? – zapytała postać.

– Ja, ja, proszę pani… – wyjąkał przerażony chłopiec.

– Uciekaj stąd i nigdy nie wracaj. To moje miejsce, nie lubię gości – powiedziała Biała Dama. – Poza tym tu jest bardzo niebezpiecznie, nie chcę żeby komuś stała się krzywda.

Chłopiec zaczął uciekać ile siły w nogach, nawet nie zabrał ze sobą teczki, w której miał książki i zeszyty. Biała Dama wzięła ją i zaczęła przeglądać podręczniki.

– A to ciekawe, bardzo ciekawe! – roześmiała się. – Maszyna parowa? Kopernik wstrzymał słońce, ruszył ziemię? Lampa naftowa? Och, jak dobrze byłoby mieć taka lampę! Ameryka? A cóż to takiego? Indianie? Kim są Indianie? Ludzie latają balonem? Niebywałe! Sczoteczki do zębów? Samolot? A co to są ułamki?

Siedziała całą noc i czytała książki, zajrzała też do zeszytów chłopca. Dowiedziała się, że chłopiec nie przepada za matematyką, bo w zeszycie same najgorsze oceny, za to dobrze mu idzie z przyrody. Na koniec zjadła kanapki, które były w teczce. Beknęła sobie zdrowo, ziewnęła i rozpłynęła się w powietrzu.

Przez długie miesiące dzieci omijały zamek. Ale, jak to dzieci, zapomniały w końcu o spotkaniu z Białą Damą – uznały, że chyba im się przyśniła. Poszły na zamek i znów tam się bawiły. Chłopcy mieli ze sobą piłkę, podzieli się drużyny i grali.

Biała Dama znow się zjawiła. Chyba miała dość tych okrzyków: „Franek, strzelaj!”, „Antek, podaj, ach, co ty robisz, ślepy jesteś człowieku?”, „Jak można tak spudłować, ale wstyd!”.

Podeszła do dzieci, które ze strachu zastygły, jak kamienie. Łagodnym głosem powiedziała:

– Ach wy, robaczki nieusłuchane, co wam mówiłam? Miałyście tu nie przychodzić. Za karę zabiorę wam czapki, niech wam zmarzną te głupiutkie główki.

– Ale proszę pani, proszę pani – zaczął jeden z chłopców.

– Żadne „proszę pani”! Do mnie mówi się „jejmość” – odpowiedziała.

– Proszę jemność, to znaczy jejmność, jemożność… – odezwała się dziewczynka.

– Pojemność – podpowiedział inny chłopiec.

– Sam jesteś „pojemność” – odparowała dziewczynka.

Biała Dama nie mogła powstrzymać śmiechu, trzymała się za nieistniejący brzuch (bo zjawy go nie mają), zgięła się w pół, a potem usiadła na kamieniu i powiedziała:

– Dobrze już, dobrze. Mogę być „Pojemność”. Słuchajcie, poprosiłam was, żebyście tu nie przychodziły, nie usłuchałyście. Muszę was ukarać. Wiem co zrobię: zabiorę wam czapki. I bez protestów proszę. Czapki to świetny wynalazek, a mi czasem zimno w uszy. Wiecie jak jest, chodzi człowiek po zamku, przeciągi są, brrr.

Zanim dokończyła, dzieci już nie było. Biała Dama zdążyła tylko zerwać czapkę z głowy jednego chłopca.

– Pani Pojemność, pani Pojemność, proszę nie zabierać mi czapki! Mój tata jest chory, nie pracuje ostatnio i nie mamy pieniędzy, nie dostanę drugiej czapki – powiedział chłopiec.

– Oj, to smutna historia, mój drogi. Gdybym tylko mogła ci jakoś pomóc..

– Wystarczy, że odda mi pani czapkę, proszę, proszę!

– Niech będzie. Masz czapkę, ale obiecaj mi, że już więcej tu nie przyjdziecie.

– Ale raz, tak na godzinkę, proszę pani Pojemność. Będziemy cicho, przysięgam.

– Nie!

– To na pół godziny.

– Bez dyskusji, chłopcze.

– 15 minut?

– Dość!

– 10?

– Uciekaj, bo cię poszczuję psami!

– Przecież nie ma pani psa.

– Mam!

– Wcale nie!

– Mam psa ducha.

– Psem duchem nie można poszczuć.

Biała Dama roześmiała się serdecznie, oddała chłopcu czapkę i rozpłynęła się w powietrzu.

Chłopiec wracał do domu sam, wystraszone dzieci nie czekały na niego. Im bardziej oddalał się od zamku, tym cięższa robiła się czapka. W końcu zaczęła go boleć głowa. Nie zdjął jej jednak, bo o to prosiła Biała Dama. Do domu ledwo doszedł. Kiedy zobaczyła go mama, podbiegła do niego i pomogła mu zdjąć ubranie. Chłopiec z trudem ściągnął z głowy czapkę. Ale co to! Czapka była pełna złotych moment. Mama zapytała, czy przypadkiem nie są kradzione; chłopiec opowiedział co mu właśnie się przydarzyło.

Wielka była radość w domu chłopca, przede wszystkim udało się wyleczyć tatę. Wdzięczna rodzina postanowiła uszyć dla Białej Damy najpiękniejszą suknię na świecie, oczywiście białą, z najlepszego materiału. Rano chłopiec zaniósł ją na zamek, położył na murze i uciekł. Następnego dnia wszyscy poszli sprawdzić, czy prezent został przyjęty. Sukni nie było.

Którejś nocy chłopcu przyśniła się Biała Dama. Powiedziała mu, że marzy jej się taka suknia, która będzie równocześnie elegancka i wygodna. Bo potrzebuje czegoś takiego. Chłopiec zapytał we śnie po co jej taka. Odpowiedziała, że w zwykłych sukniach nie może grać w piłkę, a bardzo polubiła futbol.

Czasami, kiedy zapadnie zmrok, można dostrzec Białą Damę, która w białej sukni z rozcięciami na nogi, kopie piłkę. Podobno umie już nawet główkować i robić przerzutki.

Legendy Warmii i Mazur poznajemy dzięki Pałacowi Mortęgi Hotel&SPA, który tworzy te opowieści dla swoich młodszych Gości, aby urozmaicić pobyt w zabytkowym Pałacu.

 

Exit mobile version