Co Panią inspiruje i daje motywację do prowadzenia własnego biznesu?
Agnieszka Gałgus-Braumberger, założycielka marki #BergerDesign: Podstawą założenia swojej firmy była chęć uzyskania niezależności biznesowej, poczucie wolności twórczej i realizowanie swoich marzeń w życiu zawodowym. Chęć nadawania namacalnego wymiaru pomysłom, które kiełkowały mi w głowie. Dążenie do spełnienia nie tylko w życiu prywatnym, ale również w części związanej z pracą. Dzięki czemu mogę powiedzieć, że moja praca to również moje hobby. Te światy dzięki temu przenikają się, uzupełniają i nigdy nie są w konflikcie, co jest bolączką wielu osób, u których czas pracy wchodzi w przestrzeń rodziny i innych prywatnych sfer życia. U mnie tego problemu nie ma. To zjawisko nie jest mi w ogóle znane (śmiech). Zakres życia zawodowego z życiem prywatnym jest sprowadzony do niewymuszonej symbiozy. Już zakładając swój pierwszy biznes w młodym wieku, czułam wewnętrzny spokój i wiarę w pracę na własnych zasadach – może dlatego, że ten model pracy funkcjonował w mojej rodzinie od pokoleń. Własną firmę przez większość swojego życia prowadził mój dziadek, jeszcze do niedawna moja mama, jej brat, a po dziś dzień robi to mój tata.
Z racji wykonywanego przez mojego dziadka zawodu mieliśmy w domu duże ilości takich cienkich 30 cm patyczków do wędlin. Pamiętam, że te patyczki służyły też do nawijania waty cukrowej sprzedawanej dzieciom na ulicy (śmiech). Podkradałam babci te patyki i w sypialni dziadków na środku dywanu w dużym pokoju układałam coś w rodzaju rzutu domu z wieloma pomieszczeniami.
To były lata 80-te. Nie chodziłam do przedszkola, bo nie pałałam miłością do tego miejsca. Było tam zawsze za głośno i wszystko trzeba było robić pod dyktando. Od początku nie lubiłam narzucania mi rytmu dnia. Znajdowałam skuteczne sposoby na babcię by mnie tam nie prowadzała. Z perspektywy czasu myślę, że to był dobry kierunek ponieważ w domu naprawdę spędzałam ten czas produktywnie w ciszy i spokoju.
Potem jako nastolatka ciągle robiłam przemeblowanie w swoim pokoju, a z czasem w całym domu i o dziwo moja mama mi na to pozwalała. Eksperymentowałam z kolorami ścian i były to bardzo odważne aranżacje. Robiłam rewolucje z meblami, które moi rodzice ciężko zdobywali, jak wszystko w tamtych czasach. Cięłam je na części i aranżowałam na nowo. Obsługiwałam już wtedy udarową wiertarkę taty, piłę, młotek i wierciłam otwory w ścianach z wielkiej płyty. Miałam też produkcję roślin w pokoju. Praktykowałam chyba wtedy swoje przyszłe zawody, które w Polsce jeszcze mało kto znał.
Proszę opowiedzieć nam o swojej zawodowej drodze do miejsca, w którym się Pani obecnie znajduje.
Moja droga zawodowa rozpoczęła się w trakcie pierwszego roku studiów na wychowaniu artystycznym wraz z pojawieniem się na polskim rynku nowoczesnych galerii handlowych, w charakterze Dekoratora oraz pracownika Działu Promocji Sprzedaży na początku w firmie Ahold, a następnie w sieci Leroy Merlin. To były lata dwutysięczne. Poza umiejętnościami wykonania dekoracji wielkogabarytowych, wykonywania banerów i materiałów reklamowych, aranżacji stoisk, obsługi maszyn drukujących itp. najbardziej cenna była umiejętność zrobienia czegoś z niczego. Zakupy do działu Deko robiłam w hurtowni budowlanej. Wielkie połacie styropianu, pianki budowlanej, farby w spraju i kleje to była podstawa. Setki metrów tkanin, sznurki, tutki po papierze toaletowym, wykałaczki i inne różne dziwne rzeczy. Powstawały z tego różne kolorowe formy wielkogabarytowe po to, by nie zniknęły w przestrzeni wielkich alejek sklepowych nad głowami klientów. Tu potrzebna była z pewnością fantazja i odwaga. To były arcydzieła (śmiech).
Mój pierwszy biznes założyłam, gdy miałam 24 lata. Był to bardzo intensywny dwuletni okres, bogaty w rozmaite doświadczenia. Skok na głęboką wodę, ponieważ była to gastronomia, która totalnie nie była w obszarze moich zainteresowań, ale była to rozwojowa gałąź usługowa. Doświadczenie z prowadzeniem lokalu gastronomicznego, a wcześniej przygotowanie go pod względem wszelkich wymogów, zbicie się z biurokracją to była prawdziwa szkoła życia.
Mój drugi biznes był już tym jednym z wymarzonych i całkowicie na własnych warunkach. Główną działalnością była florystyka ślubna i komunijna, fotografia, ale też wnętrza mieszkalne.
Sale weselne stroiło się wówczas balonami i bibułą. Moje założenia na biznes: tylko żywe kwiaty, tkaniny i własnoręcznie wykonane dekoracje wielkogabarytowe. Jak z amerykańskich filmów! Postawiłam wszystko na jedną kartę, nie miałam wielkiego doświadczenia we florystyce, ale wiedziałam, że chcę to robić bo jest mi to bardzo bliskie. Jako dziecko uprawiałam kwiaty z babciami w ich ogrodach. Mnogość gatunków, barw, struktur i zapachów. Nawet jako dorosła osoba jeżdżąc na giełdę kwiatową po towar czułam się jak dziecko w sklepie z cukierkami. Musiałam hamować swoje fantazje zakupowe (śmiech).
Byłam bardzo mocno zdeterminowana. Moja córka miała wówczas ponad rok i wiedziałam, że muszę pogodzić pracę zarobkową z wychowaniem córki, która później nie chodziła do przedszkola i była ze mną 24 godziny na dobę. Takich firm w Polsce było wówczas niewiele. Zamawiali u mnie klienci z miejscowości oddalonych o 200 km. Pomagał mi w tym mąż. Była to jednocześnie bardzo kreatywna i spełniająca pod wieloma względami praca, ale też niezwykle wyczerpujące fizycznie i emocjonalnie zajęcie, trudne logistycznie. Wszak każde wesele jest tym jedynym i myślę, że to wyczerpanie skłoniło mnie, by powoli od tej branży odejść.
Po wielu latach zaczęłam się przebranżawiać, jednocześnie uzupełniając wykształcenie i zdobywając wiedzę praktyczną, zaczęłam w kolejnych latach pracować jako ogrodnik przy produkcji rośli i zakładaniu i projektowaniu ogrodów. Pracowałam też jako projektant mebli dla kilku salonów meblowych, specjalizując się w projektowaniu kuchni i łazienek. Na uwagę zasługuje również kwestia mebli tapicerowanych, którymi zajmowałam się już wtedy hobbystycznie. Kompletny bzik na punkcie kolorów, tkanin i roślin. To stało się moją trzecią działalnością. Przeniosłam się na rynek zagraniczny, gdzie dziś wykonuję większość swoich projektów. Wymagało to poznania innego kraju i jego mieszkańców. Innego rynku i kultury, zbudowania trwałych i owocnych relacji z wykonawcami.
Okazuje się, że można połączyć wszystkie specjalności, które mnie pasjonują w jedną kompatybilną usługę. U mnie akurat zdaje to świetny egzamin.
Mam pokaźne grono klientów, którym dawno temu zrobiłam oprawę ślubną, później przyszli po projekt wnętrza i ogrodu, a na deser zaopiekowałam się ich meblami (śmiech). To właśnie świadczy o moim osobistym sukcesie, a mianowicie umiejętność zbudowania trwałych relacji oraz by wszyscy byli zadowoleni.
Proszę w kilku zdaniach opowiedzieć nam o swojej firmie. Z czego jest Pani zawodowo najbardziej dumna?
Prowadzę pracownię projektowo-usługową, do której dotarłam kilkoma etapami, ponieważ po kolei zdobywałam doświadczenia od pierwszej mojej pracy etatowej. Zdobywałam doświadczenie zarówno na rynku w dekoracjach, architekturze krajobrazu, a obecnie ten biznes ukształtował się, tak jak sobie tego życzyłam. Jestem dumna, że poszerzają się ilości zrealizowanych projektów, a już na pewno dumą przepełnia mnie, co o tych projektach sądzą i czym się dzielą jako opiniami inwestorzy i właściciele tych przestrzeni, które są przeze mnie projektowane i wykonywane pod moim nadzorem. Jestem dumna z ilości poleceń.
Mogę szczerze i z satysfakcją przyznać, że po tych latach współpracy z inwestorami zapracowałam na bardzo dobrze ocenianą markę.
Jestem dumna ze stylu, jaki sobie wypracowałam i z którego jestem znana. Styl ten jest moim zawodowym podpisem, dzięki któremu jestem rozpoznawalna.
Jestem dumna z wypracowanej przeze mnie wiarygodności wspieranej przez współpracujące ze mną różne marki i firmy.
Jestem też dumna z zainteresowania moimi usługami. Wbrew wyznaczanym światowym trendom potrafię wykorzystywać i łączyć w swojej pracy elementy doradztwa, projektowania i usług, dzięki którym przekonuje do siebie klientów, a jednocześnie stanowi to mój odróżniający się na rynku znak firmowy.
Jestem dumna też z tego, że pomimo presji z różnych stron, tego, co dyktuje rynek, uwag zgłaszanych przez inwestorów czy wykonawców, mam pozycję i siłę do końca bronić projektu i walczyć o jego finalne odwzorowanie. Jest to dla mnie zadowalające, że projekty w dużej mierze odwzorowane zostają 1:1 w realizacjach. Czyli, że poza tym, iż moje pomysły znajdują zainteresowanie, to również są dobrze przygotowane do realizacji.
Jakimi zasadami kieruje się Pani w biznesie?
Od samego początku z inwestorami jestem szczera. Jasno i realnie przedstawiam wszystkie aspekty współpracy i realizacji. Ważnym dla mnie elementem jest etyka, o którą z dwóch stron zazwyczaj dba umowa jasno sprecyzowana i rzetelnie wykonywana. Dzięki temu w należyty sposób skupiam się pod kątem wykorzystania czasu i jakości pracy nad projektem i potrzebami każdego z klientów. Priorytetem jest też nieustanny samorozwój i reagowanie na zmieniający się rynek oraz nowe rozwiązania.
Co dla Pani jest wyznacznikiem sukcesu zawodowego?
Zadowolenie z własnej pracy. W zakresie zawodu projektanta według mnie istotną rzeczą jest odpowiedni stosunek wykonanych realizacji do wcześniej sporządzonych projektów. Fakt, iż klienci przekazują sobie informacje o mnie w formie szczerych poleceń. Sukcesem w zawodzie projektanta jest też ilość opinii, która wyprzedza go i jego prace przed podjęciem decyzji o współpracy przez nowego klienta – i to pomimo różnic przy porównywaniu finansowych poziomów ofert.
Jak dba Pani o równowagę między pracą, a życiem osobistym?
Potrafię wsłuchiwać się w swój wewnętrzny zegar biologiczny i nie kłócę się z nim 🙂 Nie poświęcam życia rodzinnego pracy, tylko w sposób naturalny łączę oba światy. Zresztą jest to o tyle prostsze, że one funkcjonują w swoich pracowniach domowych. Nie jest to typowa praca, która zabiera mnie rodzinie, więc istnieje ona pomiędzy domownikami, bo często omawiam różne tematy z córką, mężem i kotem, a najczęściej z kotem (śmiech).
Balans osiągam też stawiając granice, a klienci, którzy podejmują współpracę wiedzą, w jakich godzinach jestem gotowa prowadzić rozmowy. Zasady te ustalane są na początku każdej współpracy. Wieczory, weekendy to zwykle czas dla mnie i dla rodziny. Staram się planować i ustalać priorytety.
Jak my, kobiety, możemy się według Pani zawodowo wspierać?
Chociażby w ten sposób, że mówimy głośno o swoich dokonaniach, że pokazując, czy mówiąc o swoich doświadczeniach i opisując swoją drogę zawodową, możemy mobilizować, inspirować czy napawać odwagą do uświadamiania sobie własnej wartości i wiary w sprawczość inne osoby.
Polecać się nawzajem i zapraszać do współudziału w realizacjach. Zapraszać do współpracy firmy kierowane przez kobiety. Nie powstrzymywać się przed wystawianiem pochlebnych opinii na temat innych ciekawych realizacji kobietom.
Co dla Pani oznacza pewność siebie? Jak ją Pani buduje?
Robienie tego, co czuję, potrafię, gdzie odnajduję swój talent, a jednocześnie, do czego sama jestem przekonana, przynosi mi czystą frajdę i przyjemność w perspektywie zrealizowanych projektów. To buduje niesamowitą pewność siebie. Jednocześnie akceptuję siebie, również tę swoją wersję, która popełnia błędy. Jestem autentyczna i szczera, ale to się bierze po prostu z mojego usposobienia i albo ktoś mnie kupuje, jaką mnie widzi albo nie. Nie znoszę udawać. Granie w życiu zawodowym kogoś kim nie jestem bardzo by mnie eksploatowało emocjonalnie. Z czasem też zrozumiałam, że należy zaopiekować się swoim zdrowiem, aby mieć pokłady, z których można czerpać.
Ma Pani jakieś osobiste motto w biznesie, które pomaga Pani w codziennych biznesowych zmaganiach z rynkiem?
Motto najlepiej opisujące moją pracę w zakresie projektów to cytat z Tadeusza z filmu „Teściowie”:
„Co chatka, to zagadka”.
Natomiast nawiązując do moich zainteresowań sportami motorowymi, a odnosząc je do jakości wykonywanych przeze mnie prac, to przytoczę cytat z filmu F1:
„Wolno znaczy płynnie, płynnie znaczy szybko”
albo adaptując cytaty z serialu „Zadzwoń do Saula”:
„Masz prawo do dobrego projektu – zadzwoń do BergerDesign” i…
„Zawsze aspiruj do wykonania projektu odrobinę przekraczające twoje umiejętności”
Jakie ma Pani założenia i plany na najbliższe 3 lata?
Zrealizować swoje obecne duże projekty i opublikować je w Elle Decoration.
Po więcej informacji o działalności naszej Bohaterki zapraszamy tutaj:
Instagram – https://www.instagram.com/ekeklekle.aga.braumberger/
Facebook https://www.facebook.com/interiorEKEKlekle/about?locale=pl_PL
Fot. Agnieszka Skuta
#SukcesJestKobietą, #książka, #design, #zieleń, #natura, #EKEKLEKLE
Źródło: materiał promocyjny Partnera
