Warto przeczytać

Robert Biedroń: Najważniejsze jest szczęście!

Robert Biedroń: Najważniejsze jest szczęście!
Anna Chodacka

Fot. Łukasz Capar

Uważa, że świat bez kobiet obecnych w życiu publicznym jest krzywdzący dla mężczyzny, powołał drugą w Polsce, działającą przy Prezydencie Słupska – Radę Kobiet, zrehabilitował spaloną na stosie słupską zielarkę Trinę Papisten, symbolicznie nazywając jej imieniem jedno z miejskich rond. Otwartość, transparentność, równouprawnienie, wolność obywatelska, prawa człowieka, rządy prawa – to wartości, które wdraża w codziennej pracy samorządowca. To polityk przyszłości – charyzmatyczny, uśmiechnięty, działa dla ludzi i z ludźmi, wie, czego chce. Nie ma w Polsce polityka, który robiłby dla kobiet więcej niż Robert Biedroń Prezydent Miasta Słupska

Honorowy-Patronat-Prezydent-Slupska-2

 

Panie Prezydencie, zacznijmy od samego początku. Dlaczego polityka? Co sprawiło, że zajął się Pan akurat tą dziedziną?

Robert Biedroń, Prezydent Miasta Słupska: Polityka była raczej rzeczą wtórną. Przede wszystkim od dzieciństwa miałem takie cechy, które sprawiały, że byłem liderem, zawsze stawałem na czele jakiejś grupy. Przykładowo, jeśli był jakiś „bunt” w szkole, to ja przewodziłem tej grupie, jeśli potrzeba było przewodniczącego internatu, to ja nim byłem, jeśli trzeba było prowadzić rozgłośnię radiową, to ja ją prowadziłem, jeśli trzeba było być szefem „bandy podwórkowej” to tak samo (śmiech). Myślę, że tego typu cechy posiada się od urodzenia, są w genach i same się ujawniają później w wyniku socjalizacji. Polityka wyszła więc sama z siebie, miałem dużo doświadczeń społecznych, jestem taki, a nie inny… Starałem się zawsze, aby żyć lepiej, bardziej godnie, żeby coś było poprawiane w moim otoczeniu… To wszystko sprawiło, że stałem się politykiem.

Jako Prezydent Miasta Słupska zrobił Pan już bardzo wiele dobrego. Z czego jest Pan najbardziej dumny?

Z zaangażowania mieszkańców, z tego, że miasto średniej wielkości, które było traktowane wcześniej, jako „miasto koło Ustki”, odzyskało swoją godność, tożsamość i zwróciło uwagę na swoje problemy, na swoje sukcesy, dumę… To bardzo ważne rzeczy! Bo można robić drogi, remontować szkoły… To są rzeczy, które samorządowcy, na co dzień muszą robić, ale samo podnoszenie poziomu szczęścia mieszkańców na pewno jest czymś wyjątkowym. To, że się tworzy miasto, w którym żyją szczęśliwi ludzie, którzy są naprawdę z niego dumni, sprawia, że i ja też jestem z niego dumny.

profIle jest jeszcze do zrobienia? Co obecnie ma Pan w planach?

Zawsze jest coś do zrobienia, szczególnie w mieście! Miasto to organizm, który nieustannie żyje, buzuje, tętni, burczy, warczy… To taka maszyneria, która ciągle działa – 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Przez te kilkaset lat funkcjonowania Słupska, miasto się rozwijało i nadal będzie się rozwijać, gdzie zawsze jest coś do naprawienia, do załatania, do zbudowania, uporządkowania… To jest też całe piękno wszystkich miast, że one żyją, zmieniają się! Wyzwań jest bardzo wiele, w planach mam bardzo dużo, mógłbym długo opowiadać o tym, co będziemy budować i remontować, ale cel jest taki, aby po prostu budować miasto szczęśliwe, w którym nic nie jest pozostawione w tyle, gdzie wszyscy są zaangażowani i uczestniczą w jego życiu, w którym mogą wyrażać swój głos, mogą czuć, że je współtworzą.

Miasto należy do mieszkańców! Chcę, żeby słupszczanie czuli, że mogą je kochać i przez swoją miłość wyrażać się w tym mieście… I to jest też największe wyzwanie, bo polskie społeczeństwo jest ciężko doświadczone przez historię, czy to zaborami, czy PRL-em, a także poczuciem, że nie ma wpływu na swoje miasto, ale też często roszczeniowością wobec niego, wychodząc z założenia, że to MIASTO właśnie powinno zorganizować wszystkie przestrzenie funkcjonowania, że to prezydent powinien to wszystko robić… Miasto jest ludzi i dla ludzi. Inwestowanie w poczuciu „prawa do miasta” jest inwestycją zwrotną. Miasto, które jest najlepsze i najbardziej szczęśliwe, to takie, w którym społeczeństwo razem je współtworzy. I to jest w moich najbliższych planach. Najważniejsze nie są drogi, czy wielkie inwestycje… Najważniejsza jest inwestycja w ludzi i to, żeby oni sami brali sprawy w swoje ręce i tworzyli swoją przestrzeń. Ja tu jestem tylko tym, który ma to spajać, kontynuować, być takim „menadżerem miasta”, ale na pewno nie tym, który jest „rozwiązywaczem” wszystkich bolączek, chorób i dziur w mieście, bo tak się dzisiaj przestrzeni miejskiej nie da tworzyć.

Jaki według Pana powinien być „polityk idealny”?

To ten, który dba o dobro wspólne, czyli myśli o przestrzeni, w której przychodzi mu sprawować władzę, gdzie każdy powinien uczestniczyć w budowaniu wspólnego dobra, gdzie wszyscy o nie dbamy. Ta wartość jest nadrzędna. A jak to dobro wspólne jest definiowane, zostawiam to już w wyczuciu tegoż polityka. Polityk, który traci poczucie „dobra wspólnego” prowadzi do tego, że jest liderem tylko pewnej grupy Polaków, że preferuje tylko swoją partię polityczną, dokonuje wyborów, które służą tylko jednej opcji, itd. I to na pewno nie ma nic wspólnego z dbaniem o dobro wspólne. A dla mnie to właśnie jest nadrzędne.

Był Pan posłem, od kilku lat jest Prezydentem Miasta Słupska. Czy lepiej działało się Panu na większą skalę, jako poseł czy obecnie lokalnie?

To są całkiem inne zajęcia, bo poseł działa w sferze zbliżonej do „abstrakcji” – nie ma codziennego kontaktu z wyborcami, nie ma tego poczucia sprawczości, decydowania o rzeczach codziennych. To są cechy samorządowca. Samorządowiec musi być cholernie praktyczny! Ja każdego dnia angażuję się bezpośrednio w życie miasta, spotykam się z mieszkańcami, instytucjami. Poseł mimo wszystko jest „odrealniony” od tych wszystkich spraw, od codziennego życia mieszkańców. Jedną i drugą pracę traktowałem i traktuję z pasją, jako pewnego rodzaju misję. Niemniej jednak, nie da się tego porównać, również, jeśli chodzi o sam nakład pracy. Ja nigdy w życiu tak dużo nie pracowałem jak dzisiaj, bo to jest praca 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, bo tak właśnie żyje miasto! Nie otwieram go o 7:30 rano jak przychodzę do urzędu i o 15:30 zamykam, kiedy urzędnicy wychodzą z ratusza. Ja muszę być ciągle dyspozycyjny. Kiedy coś się dzieje, to trzeba być w sobotę i niedzielę, w nocy i wcześnie rano, bo tego się oczekuje ode mnie, tego oczekują mieszkańcy. Miasto nie gasi świateł o 22:00, żyje non stop.

To jest całkiem inna praca niż praca posła, który jeździ raz na dwa tygodnie na posiedzenia sejmu, przez trzy dni głosuje, rozmawia, pracuje w komisjach, a później ewentualnie w poniedziałki spotyka się ze swoimi wyborcami. To jest nieporównywalna praca!

Za co kochają Pana mieszkańcy Słupska?

Trzeba ich zapytać. Tego nie wiem, ale mam nadzieję, że za to kim jestem, za autentyczność.

Jest Pan też znany z tego, że bardzo dużo działa na rzecz kobiet. Jakimi m.in. działaniami Pan je wspiera?

Przede wszystkim czuję solidarność z kobietami, ponieważ moje doświadczenia życiowe są bardzo podobne do ich doświadczeń w społeczeństwie, jak m.in. dyskryminacja, przemoc, marginalizacja… Też mnie to spotykało, te same mechanizmy patriarchatu mają na mnie wpływ. To wszystko sprawia, że jest między nami nić porozumienia. Ale też wspieram kobiety, dlatego, że mają one cechy, które dzisiaj są potrzebne w polityce, czyli umiejętność słuchania, dialogu, współpracy, łączenia, a nie dzielenia, mało agresji, dużo empatii… Bardzo mi się podobają kobiety w życiu publicznym i w polityce, dlatego je wspieram. A jak je wspieram? Na przykład przez procesy administracyjne, przez to, że powołałem pierwszą w historii zastępczynię Prezydenta Miasta – bardzo kompetentną Krystynę Danilecką-Wojewódzką. Wspieram też poprzez wyrównywanie szans w spółkach niepodległych, gdzie wprowadziłem parytety płci w radach nadzorczych, przez żeńskie „końcówki” w Urzędzie, podpisanie karty różnorodności (jako pierwsze w Polsce miasto) i oczywiście codzienną moją pracą, angażowaniem się w pracę Kongresu Kobiet, wspieraniem kobiet w polityce, życiu publicznym… Robię to od lat, ponieważ jestem przekonany, że im więcej jest kobiet w życiu publicznym, tym lepiej. Uważam, że demokracja bez kobiet to tylko pół-demokracja, bo duża część osób nie bierze wtedy udziału w różnych procesach. To trzeba zmieniać! Widzę jak wiele zyskujemy dzięki obecności kobiet w życiu publicznym, bo wprowadzają właśnie te wartości, które często sprawiają, że świat staje się lepszy, bardziej różnorodny, wartościowy. Dlatego też z pełnym przekonaniem wspieram kobiety w tym wszystkim. Są oczywiście też kobiety, które mnie wspierają, to jest obopólne.

No właśnie, działa również przy Panu, jako Prezydencie – Rada Kobiet. Czy może Pan opowiedzieć więcej o tej inicjatywie?

Tak, powołałem drugą w Polsce (po Wrocławiu) Radę Kobiet, ponieważ zgłaszały się do mnie kobiety, które chciały coś zrobić dla miasta, ale nie miały przestrzeni dedykowanej tylko kobietom. Uznałem, że takim ciałem może być właśnie Rada Kobiet – organ opiniodawczo-doradczy Prezydenta, który może zwracać uwagę na te rzeczy, które mi, jako Prezydentowi, często umykają. Prezydent nie kończy żadnego „uniwersytetu samorządowego”, musi uczyć się danego miasta na co dzień, w praktyce, a kto jak nie jego mieszkańcy i mieszkanki mogą mu w tym najlepiej podpowiadać? Temu m.in. służy Rada Kobiet. Podpowiada mi w poważniejszych i bardziej prozaicznych sprawach, jak np. zrobienie chodnika takiego, aby służył wszystkim mieszkańcom, także tym, którzy poruszają się na obcasach, albo muszą pchać wózek. Rada konsultuje także budżet czy funkcjonowanie instytucji a także zwraca uwagę np. na to, ile nazw żeńskich czy męskich mają nasze ulice. To jest może kwestia symboli, ale nazwy ulic pokazują, kto ma władzę w mieście. Zbadaliśmy tę sprawę i okazuje się, że ponad 200 nazw ulic to nazwy męskie, a tylko kilkanaście jest kobiecych. To pokazuje, kogo się upamiętnia a kogo niekoniecznie, a to potem przekłada się na to, jak kobiety są traktowane, na co dzień. Temu też służyła rehabilitacja ostatniej spalonej w Słupsku czarownicy – Triny Papisten, która była znaną słupską zielarką i spalono ją najprawdopodobniej dlatego, że była mądrzejsza od żyjących wówczas mężczyzn. Zrehabilitowaliśmy ją niedawno, nadając jej imię jednemu ze słupskich rond. Ten gest, w sferze symboliki, też rehabilituje te kobiety, które przez wieki były zapomniane, nie tylko w naszym mieście, kraju, ale też na całym świecie, kiedy kobieta była traktowana jako ktoś gorszy od mężczyzny.

Czyli nie uważa Pan kobiet za „słabą płeć”…

Nie, na pewno nie! W ogóle nie ma czegoś takiego jak „słaba płeć”, to bardzo obraźliwe określenie wobec kobiet, upupiające je, czyli wskazujące im ich miejsce w społeczeństwie. Kobiety (i to pokazują też badania) rzeczywiście wcale nie są słabe! Może część jest słabsza, jeśli chodzi o „fizyczność”, ale to też się zmienia. Na pewno w wielu kwestiach są wręcz mocniejsze, szczególnie w tych, w których my mężczyźni jesteśmy słabi, np. psychicznie. To kobiety wygrywają w dzisiejszym świecie.

Kobiety w świecie biznesu zawsze miały „pod górkę” i musiały bardziej się starać, aby coś udowodnić. Zgadza się Pan z tym stwierdzeniem?

Wszędzie kobiety miały „pod górkę”, bo tak jest skonstruowany ten świat. Miał sprawiać, że kobiety będą pełniły role służebne. I to nie tylko w biznesie, ale np. w kościele, w życiu politycznym… Wszędzie, gdzie popatrzymy, kobiety zawsze musiały bardziej się starać, więcej robić. Widziałem to wielokrotnie np. w sejmie, gdzie kobiety musiały bardziej się wykazywać, by zostać dostrzeżonymi, starać się by nie być traktowanymi jako obiekty seksualne, by nie oceniać ich fizjonomii, ale ich kompetencje. My faceci mamy tę tendencję, że skupiamy się właśnie na wyglądzie, seksualności kobiety, a nie na jej umiejętnościach. To nie dotyczy tylko biznesu, ale praktycznie wszystkich sfer, w których kobiety działają.

Nadal mocno trzeba działać na rzecz praw kobiet. Jak ocenia Pan tę kwestię w Polsce? Czy postępy są zauważalne? Co jeszcze należałoby zmienić?

Postępy są na pewno zauważalne i emancypacja kobiet, podobnie jak emancypacja wszystkich innych grup dyskryminowanych i marginalizowanych, jest nie do odwrócenia i ta rewolucja będzie następowała. I nieważne jakbyśmy tupali, jak politycy by rozdzierali szaty, to kobiety będą się emancypowały i będą walczyły o swoje prawa. Oczywiście, wolałbym, by te zmiany w Polsce były bardziej widoczne i namacalne, ale jak patrzę na obecność kobiet w polityce, na to jak fantastycznie sobie radzą, to wiem i jestem optymistą w tym, że kiedyś w Polsce doczekamy się pierwszej kobiety Prezydentki RP. Mieliśmy już kilka pań premier. To jest, jak powiedziałem, zmiana nie do zatrzymania! I dotyczy to także sfer biznesu, czy samorządu, gdzie to obserwujemy. Oczywiście dzisiaj jest zaledwie garstka kobiet-prezydentek miast, nadal jest to stanowisko zdominowane przez mężczyzn, ale jest ich coraz więcej. Jak patrzę na to, jak radzą sobie przykładowo prezydentki Łodzi, Świdnicy, Ostrowa Wielkopolskiego, czy burmistrzyni Czerska, to bez wątpienia są to kobiety, które pokazują, że właśnie ich umiejętności są fenomenalne i radzą sobie lepiej od mężczyzn. Płeć w tym wszystkim nie gra żadnej roli, tylko kompetencje!

Wspomniał Pan kiedyś, że chciałby żyć w świecie zdominowanym przez kobiety. Dlaczego?

Tak. W ogóle to świat już jest zdominowany przez kobiety, ponieważ jest ich na świecie więcej, tylko tak się złożyło, że my mężczyźni – poprzez używanie siły, przemocy, zepchnęliśmy je na margines i dzisiaj trzeba to zmienić. Okazuje się, że wyrządziliśmy krzywdę nie tylko kobietom, ale też sobie, bo świat bez kobiet, to nie jest dobry świat. Bez wartości, które wnoszą kobiety, świat jest niepełny. To powinniśmy zmieniać, o takim świecie właśnie marzę.

Jakie są Pana plany na kolejne lata?

Chciałbym być nadal prezydentem Słupska, będę kandydował na kolejną kadencję, chcę dotrzymać słowa, że będę prezydentem maksymalnie dwie kadencje. Chciałbym doprowadzić do zmian, które będą trwały i sprawią, że nasze miasto będzie innym miastem niż to, kiedy tutaj przyszedłem. To jest dla mnie dzisiaj najważniejsze wyzwanie, ale też chciałbym, aby te wartości, które są mi bliskie: otwartości, wizji nowoczesnego państwa, transparentności, równouprawnienia, wolności, praw człowieka, rządów prawa, itd., stawały się coraz bardziej popularne, zyskiwały na zrozumieniu mieszkańców całego naszego kraju.

Wygrywa Pan niemal we wszystkich rankingach typujących kolejnego Prezydenta Polski. Co Pan o tym sądzi? I czy jeśli hipotetycznie zostałby Pan Prezydentem RP, to czy ma Pan pomysł na wyrównanie szans kobietom w życiu społecznym i ich karierze zawodowej?

Cieszę się, że tak wiele Polek i Polaków mi ufa. Kiedyś tak nie było, pamiętam czasy, kiedy mnie obrażano, rzucano we mnie butelkami… Wiele się zmieniło, jest większa tolerancja. Oczywiście to jest bardzo miłe, jest to fajny kapitał do budowania czegoś więcej w przyszłości, ale nie mam planów prezydenckich, jeśli chodzi o prezydenturę Rzeczpospolitej Polski. Bliskie memu sercu wartości, także w kontekście kobiet, czyli równość szans, refleksja nad patriarchatem, działania przeciw przemocy wobec kobiet, równe wynagrodzenia w życiu zawodowym, to rzeczy, których nie muszę realizować na szczeblu ogólnopolskim, żeby pomagać i wspierać kobiety. Mogę to robić równie dobrze w samorządzie czy organizacjach pozarządowych, więc cokolwiek będę robił w przyszłości, będę to robił bez względu na urząd, jaki będę piastował.

Uchodzi Pan za jednego z najbardziej pracowitych polityków w kraju. Jak znajduje Pan czas na wszystkie obowiązki?

Tak jak każdy. Dużo na ten temat mogą na pewno powiedzieć kobiety, które muszą często godzić życie zawodowe z życiem rodzinnym. Ciężko pracuję i po prostu robię swoją robotę. Może nie jestem aż tak bardzo zajęty, bo też mam czas na swoje życie prywatne, ale jeśli robi się coś z pasją, to dodaje skrzydeł i człowiek chętnie wykonuje swoją pracę. Może dlatego potrafię wszystko pogodzić.

Jaka jest Pana własna definicja sukcesu?

Dla mnie jest ważne, aby być po prostu człowiekiem szczęśliwym i realizować swoją własną wizję szczęścia. Uważam, że każdy powinien ją określać samemu dla siebie.

Pańska książka („Pod prąd” – przyp. red.) była ogromnym sukcesem!

Ta książka nadal jest bardzo popularna i dobrze się sprzedaje. Myślę, że wiele osób ją czyta, bo praktycznie każdego dnia dostaję dowody sympatii i zaciekawienia tą publikacją. Turyści, przyjeżdżający do nas nad morze, przychodzą często do ratusza z prośbą o autografy i to jest na pewno bardzo miłe dla mnie. Ale czy będzie ciąg dalszy? Tego nie wiem, życie pisze własne scenariusze. Warto byłoby się zastanowić nad możliwymi scenariuszami dla Polski, więc jeśli zdecyduję się na kolejną książkę, to myślę, że będzie ona dotyczyła tego, o jakiej Polsce marzę. Będą rozdziały o naszym kraju, polityce (która jest zresztą ostatnim rozdziałem w mojej poprzedniej książce). Zabiorę więc swoich czytelników na przygodę i refleksję nad przyszłością Polski i Europy.

Jest Pan pierwszym Prezydentem miasta w Polsce, który nie ukrywa swojej homoseksualnej orientacji. W tak tradycyjnym kraju, jak nasz, przy silnych obecnie akcentach prawicowych nie tylko w polityce, ale i w życiu społecznym, mówienie otwarcie o równouprawnieniu i mniejszościach seksualnych, będąc takowej przedstawicielem, z pewnością nie było i nie jest łatwe. W jaki sposób radzi Pan sobie z negatywnymi komentarzami i podejściem?

Zależy gdzie one są, tych komentarzy jak i reakcji negatywnych jest coraz mniej, więc to nie jest już taki problem, który specjalnie by mnie absorbował, ale na pewno zawsze reaguję. Nigdy nie przechodzę obojętnie obok nienawiści i reaguję na każdy jej rodzaj, nie tylko skierowanej wobec mnie, ale wobec innych.

Jak sobie z tym radzę? Na przykład na portalach społecznościowych, kiedy ktoś umieści jakikolwiek obraźliwy tekst, to po prostu taką osobę blokuję, nie tylko usuwam ten komentarz, ale właśnie blokuję, nie daję możliwości na „hejtowanie”, bo to jest mój fanpage, a nie „hatepage”. Przestrzeni dla hejterów nie pozostawiam żadnej. Jeśli chcą sobie hejtować, niech to robią sobie nawzajem, ale niech nie atakują tych, którzy od tego typu przemocy chcą być wolni.

Wiele znanych mi osób, komentując Pańską prezydenturę, mówi często, że swoją otwartą postawą, życzliwością, a przede wszystkim zaangażowaniem w pełnione obowiązki zrobił Pan więcej dla zmniejszenia dyskryminacji ze względu na orientację seksualną, niż jakakolwiek ustawa. Czuje się Pan „bojownikiem” o prawa mniejszości i w pewien sposób „rewolucjonistą” w tej materii?

Nie, ponieważ ja po prostu chcę przeżyć swoje życie szczęśliwie. Jeżeli przez to jaki jestem i to, co robię, pomagam innym, to super, ale na pewno nie czuję się bojownikiem. Czuję się coraz bardziej sobą i to jest dla mnie najważniejsze. Chcę przeżyć swoje życie na własnych zasadach i jeśli przy okazji mogę pomóc i wesprzeć inne osoby, to po prostu to robię i tyle.

Co jest dla Pana najważniejsze w życiu?

Bycie szczęśliwym.

Rozmawiała: Agnieszka Słodyczka

Sukces_Jest_Kobieta4_Okladka

Tekst pochodzi z książki „Sukces jest Kobietą. Pasja, biznes, inspitacja”, 2017. Książkę w wersji PDF można nabyć tu:

Warto przeczytać
Anna Chodacka

Redaktor Naczelna. Najbardziej interesują ją historie ludzi, zwłaszcza takich, których wielu nie zauważa, bo oni mają zwykle dużo dobrego do przekazania światu.

Więcej w Warto przeczytać

saudi-sea-view

Emigrantka w Królestwie Arabii Saudyjskiej

Anna Chodacka22 stycznia 2018
rozmowa o pracę

Niskie bezrobocie to nie koniec wyzwań

Redakcja Sukces9 stycznia 2018
smutne-święta-2

Jak przejść przez Święta po bolesnej stracie

Redakcja Sukces21 grudnia 2017
zakupy 1

Co kieruje nami przy zakupach?

Redakcja Sukces13 grudnia 2017
matka-i-dziecko

Czas na spacer z córką – zalety udowodnione naukowo!

Redakcja Sukces27 listopada 2017
fot. archiwum prywatne Ewy Panejko-Pankiewicz

Maleństwo: EWA PANEJKO-PANKIEWICZ

Ela Makos20 listopada 2017
Agnieszka Bielecka. Fot. Romuald Bielecki

Spręż: AGNIESZKA BIELECKA

Ela Makos20 listopada 2017
Halina Kruger-Syrokomska , fot. archiwum prywatne Marianny Syrokomskiej

Bądź dzielna Marianko: HALINA KRÜGER-SYROKOMSKA

Ela Makos19 listopada 2017
Ashley Bennett

Ashley Bennett: Dlaczego nie warto obrażać wyborców

Michal Karas10 listopada 2017