Warto przeczytać

Ciuciu: Mam parcie na szkło!

Ciuciu: Mam parcie na szkło!
Karolina Nowakowska

Koń jaki jest, każdy widzi. Ale ten jest jedyny w swoim rodzaju. Jest artystą estradowym, ma 55 cm wzrostu i ma ponad 25 tys. fanów na Facebooku. O zdjęcia z nim zabiegają najbardziej znane gwiazdy w Polsce. Udało nam się namówić Ciucia na wywiad

Ciuciu, czy to prawda, że jesteś najmniejszym koniem w Polsce?
Ciuciu: Tak, to prawda. Jestem najmniejszym koniem w Polsce. Podkreślam koniem, żeby nikt nie mylił mnie z kucykiem! Jestem rasy Fallabella, a jak wiadomo koń koniowi nierówny i tak samo są różnej wielkości Falabelle. Jedne mają metr w kłębie (wzrost konia mierzy się w miejscu, gdzie szyja łączy się z grzbietem – przyp. red.), inne 110 cm. Ja mam 55 cm wzrostu, ważę 65 kilo i mam 10 lat. Pan Szymon Tarant, znany organizator zawodów jeździeckich, twierdzi, że jestem najmniejszy na świecie! Ludzie często myślą, że jestem źrebakiem, a to nieprawda. Stary „chłop” ze mnie. W przeliczeniu na ludzki wiek, mam około 30 lat.

Dlaczego tak odbiegasz wzrostem od innych koni?
Niektórzy mówią, że to dwarfizm, czyli krótko mówiąc, że jestem końskim karzełkiem. Mam wielką głowę, krótkie nóżki… Może jest w tym trochę prawdy, ale trzeba pamiętać, że Falabella to stara rasa. Teraz, w USA, hoduje się mini-koniki, które są smukłe, zgrabne, mają długie nogi, wyglądają bardziej „końsko” niż ja. Ja nie jestem taki zgrabny, można powiedzieć, że wyglądam trochę jak jamnik, ale za to czyż nie jestem uroczy?

Czy kiedykolwiek miałeś z tego powodu kompleksy?
Nie, nie boję się absolutnie niczego, ani bata, ani innych zwierząt, ani nowych, dziwnych miejsc, ani szeleszczących przedmiotów, na widok których inne konie uciekają w popłochu. Muszę przyznać nieskromnie, że czuję się komfortowo w każdej sytuacji. Kiedy wchodzę do boksów innych koni, czuję się, jak u siebie w domu. Moja właścicielka, Blanka Satora, zastanawia się, czy nie zdaję sobie sprawy, że taki duży koń mógłby mnie poważnie uszkodzić, odgryźć mi głowę, ale ja po prostu jestem samcem alfa i gdzie się nie pojawię, budzę respekt. A kiedy trzeba kopytkiem i zębem walczę o swoje. Sam z siebie jestem bardzo pozytywnie nastawiony do świata. Nie kłócę się z innymi zwierzętami, nie mam w sobie złych emocji. Mówią, że jestem sympatyczny, ale lubię grać pierwsze skrzypce.

Jak trafiłeś do Blanki?
Miałem pół roku, kiedy mnie kupiła. Urodziłem się w Holandii. Byłem sprzedany na doczepkę razem z pierwszym koniem Blanki, karym ogierem fryzyjskim. Ogiery, z powodu swojej pobudliwej natury, często stoją same w stajni. A ponieważ konie są zwierzętami stadnymi, samotność może sprawić, że wpadną w narowy. Przestępują z nogi na nogę niszcząc sobie stawy albo łykają (połykają powietrze, co może źle wpływać na układ trawienny – przyp. red.). Dlatego właściciele ogierów, żeby tego uniknąć, często wstawiają im do boksu towarzyszy: owce, kozy, słyszałem nawet o króliku. Ja miałem być takim kompanem dla fryza, ale zupełnie się nie dogadaliśmy. Byłem ponoć zbyt dominujący, chociaż on miał 180 cm wzrostu! Ogier nie mógł ani jeść ani pić, bo troszkę rozstawiałem go po kątach. Dostałem więc osobny boks.

W profilu na Facebooku napisałeś o sobie „artysta estradowy”? Czym dokładnie się zajmujesz?
Znam wiele sztuczek i pracuję na pokazach. Mam swoją gwiazdorską stawkę i za mniej niż pięć cukierków nie wyjdę ze stajni. Trzeba się cenić, prawda? W końcu jestem najbardziej wyjątkowym koniem w Polsce.

Jak wyglądają pokazy w twoim wykonaniu?
Wspólnie z Blanką pokazujemy moje najlepsze triki: kładzenie się, wstawanie, klękanie, ukłony, lewady (czyli stanie na tylnych nogach) i hiszpański stęp, na który moi fani mówią: „całuj kopytko”. Hitem każdego pokazu jest moment, kiedy siadam obok Blanki jak pies.

Kto cię nauczył tych wszystkich elementów?
Blanka, za pomocą cukierków. Jestem chodzącym przykładem na to, że droga do serca mężczyzny wiedzie przez żołądek. Jestem strasznym łasuchem i dla smakołyków zrobię wszystko. Na co dzień jestem takim spokojnym „osiołkiem”, który skubie sobie trawę, ale kiedy widzę cukierki, od razu się budzę, szeroko otwieram oczy i już jestem gotowy do pracy.

Czy przygotowujesz się jakoś specjalnie (stroje, fryzura) do występów?
Firmy produkujące „odzież” dla koni proszą, żebym wystąpił w ich uprzężach, czaprakach czy ochraniaczach na nogi. Noszę wyłącznie rzeczy robione specjalnie dla mnie, szyte na miarę. Projektanci dwoją się i troją, żebym zechciał wystąpić w ich rzeczach, a mam swoje wymagania. Mój strój sceniczny musi być super! Do występów przygotowuje mnie cały sztab ludzi z firmy You & Horse. Myją mnie, czeszą grzywę, na koniec spryskują ją brokatem. Tuż przed pokazem, moja ekipa rozplata warkocz, a ja mogę się wtedy pochwalić pięknym, pofalowanym ogonem.

Czy lubisz być w centrum uwagi?
Jestem urodzonym showmanem. Uwielbiam wiwatujące na mój widok tłumy, fanów, błysk fleszy i oko kamery. Trzeba to powiedzieć wprost: mam parcie na szkło. Raz zdarzyło się, że nie chciałem zejść ze ścianki. Kinga Rusin, paparazzi dookoła. Dostawałem cukierki za pozowanie i tak mi było wspaniale, że kiedy Blanka chciała do mnie podejść, odwróciłem się do niej zadem i machnąłem kopytkiem. Nie było to dżentelmeńskie zachowanie, ale czasami trzeba być stanowczym.

Chętnie rozdajesz „autografy”?
Grzecznie pozuję z dziećmi i choć na co dzień jestem okropnym uparciuchem, dla moich małych fanów mam zawsze cierpliwość. Pozwalam się głaskać i przytulać. Bardzo to lubię. Ostatnio pozwoliłem usiąść na moim grzbiecie pewnej bardzo małej fance. Mimo tego, że jestem ogierem, kiedy w moim pobliżu znajdują się dzieci, jestem potulny, jak baranek.

Czy masz jakieś swoje kaprysy?
Jestem bardzo mało wymagający, jeśli chodzi o jedzenie: wystarczy mi sianko i woda. Ze względu na mój niski wzrost muszę częściej, niż duże konie, chodzić na pedicure do kowala. Kiedy jadę na pokazy, zawsze mam ochroniarza. Przy moim boksie rozwieszane są biało-czerwone taśmy, bo ludzie tak bardzo chcą mnie zobaczyć z bliska, pogłaskać, nakarmić, że nie ma innej rady. Mimo, że jestem mały, trzeba mnie pilnować trzy razy bardziej, bo zawsze chodzę tam, gdzie chcę.

Widziałam twoje zdjęcie na Pudelku, w otoczeniu pięknych, znanych kobiet. Czujesz się gwiazdą?
Tak. Jestem rozpoznawalny nie tylko przez dzieci, ale i przez dorosłych. Moje zdjęcia ze znanymi osobami, a proszę mi wierzyć, pchają się drzwiami i oknami, żebym z nimi zapozował, ukazały się w celebryckich magazynach Gali, Fleszu, Party. I to gwiazdy chcą mieć ze mną fotki, nie ja z nimi. Odkąd występuję na pokazach, Blanka wciąż otrzymuje propozycje odkupienia mnie. Zawsze powtarza, że nie ma mowy, bo przecież jestem bezcenny!

Gdzie mieszkasz i czy twój boks jest takiej samej wielkości, jak dużych koni?
Mieszkam z 30 owcami i baranem w stajni w Lizawicach. Mamy wygodną budkę, w której śpimy i wielką, ogrodzoną łąkę, na której skubię sobie trawkę i brykam w dniach wolnych od pracy. Różne ośrodki proponują mi przeprowadzkę, ale ja jestem tak szczęśliwy z moimi owcami, że nigdzie się nie ruszę! Owce akceptują mnie takiego, jakim jestem, a z końmi różnie to bywało. Kiedyś jedna klacz rzuciła się na mnie z agresją, próbowała mi wyrwać z grzywy wszystkie włosy! I to tylko dlatego, że jestem mały! Konie zazwyczaj albo się mnie boją, albo nie akceptują.

Jaki jesteś prywatnie? Spokojny, energiczny? Zamknięty w sobie?
Na co dzień jestem flegmatyczny, pewny siebie i statyczny. Zimą obrastam w gęstą sierść i upodabniam się do moich owiec. Jestem puchaty, okrągły, przybieram na wadze tu i ówdzie. Wiosną nabieram formy, robi się niezły kaloryfer na brzuchu i zaczynam „ogierzyć”, czyli popisywać się swoją męskością. Rżę, pięknie galopuję, podskakuje i wszystkim pokazuję, jaki jestem piękny!

Czy masz rodzeństwo?
Mam dwóch przyszywanych braci – hiszpańskie ogiery Escudero i Armas Avellano. To wyjątkowe konie. Jestem z nimi bardzo zżyty. Mimo, że jesteśmy trójką „szefów”, ogierami, i w naturze zachowujemy się jak rybki-bojowniki walczące na śmierć i życie, my za sobą przepadamy. Moi bracia są wysocy, pięknie zbudowani, dystyngowani. Traktują mnie trochę z przymrużeniem oka i robią sobie ze mnie żarty. Czasem tupnę na nich nogą, żeby wiedziały, że jestem najważniejszy, a oni tylko się ze mnie śmieją! Ba, te urwisy czasem prowokują mnie, podszczypują, żebym dalej wierzgał!

Co najbardziej lubisz robić w wolnym czasie?
Jeść, chodzić na spacery z moimi owcami, tarzać się w błocie. Umiem świetnie pływać i zupełnie nie boję się wody. Duże konie, mimo, że mają długie nogi, są często panikarzami. Drepcą na brzegu, oczy mają szeroko otwarte, a ja chlup i już jestem na środku jeziora. Mam specjalną technikę pływania – zanurzam się jak foczka. Wystają mi tylko chrapy i oczy.

Podobno jeździsz samochodem z ludźmi, a nie tak, jak inne konie, bookmanką (specjalną przyczepką do przewozu koni – przyp. red.)? Jak do niego wsiadasz?
To prawda. Jeździłem już Nissanem, czerwonym Seicento Fun z naklejką Ferrari na masce, Renault combi, Volkswagenem busem. Stoję sobie z tyłu i jestem bardzo zadowolony. Słucham radia, czasami wystawiam głowę przez okno i macham pyskiem do innych kierowców. Kilka razy zatrzymała nas do kontroli policja. Panowie oczywiście chcieli mieć ze mną zdjęcia.

Jaka jest twoja największa wada?
Muszę to przyznać, jestem interesowny. A obiektem moich zainteresowań są – niezmiennie – cukierki.

Widziałam na zdjęciach, że świetnie czujesz się w ludzkich domach. Jakie jest twój ulubiony pokój i co robiłeś w trakcie odwiedzin u Blanki Satory?
Blanka zaprosiła mnie do domu przy okazji sesji zdjęciowej dla Świata Koni. Bardzo podobało mi się w kuchni, od tych wszystkich zapachów kręciło mi się w nosie. Macie bardzo fajne łazienki – chciałem się napić wody z toalety, co wzbudziło powszechną radość, zupełnie nie rozumiem dlaczego… Zostałem też wsadzony do wanny. Znajome konie zarzekały się, że nigdy nie weszłyby do ludzkiego domu. Nawet mój brat Siwy, który też tak, jak ja, jest artystą estradowym, z wahaniem wszedł do namiotu VIPów. A ja wbiegam sobie, gdzie chcę! A nóż widelec ktoś mnie poczęstuje cukierkiem?

Czy czujesz do kogokolwiek respekt?
Jest taki jeden pies pasterski, który na co dzień goni i ustawia moje owce. Tak się wczuwa w swoją rolę, że kiedy zagania stado do stajni, ja również ruszam za nim. Nie żebym dał sobie narzucać tempo, ale jakiś porządek musi być.

Czy fani dają ci odczuć, że cię lubią?
Oczywiście. Ciuciufani to już niemal subkultura. Przyjeżdżają z całej Polski do mojego domu w Lizawicach po to, żeby mnie zobaczyć. Cała grupa fanów jeździ na każdy mój pokaz, czuję się wtedy jak gwiazdka rocka. Na Walentynki dostaję setki kartek, dzieci rysują dla mnie laurki. Kartki dostaję też z okazji świąt. Fani rysują moje portrety. Kiedyś pewna dziewczynka chora na białaczkę poprosiła, żebym wysłał do niej kartkę, a potem się z nią spotkał. Napisałem do niej parę słów, a potem widzieliśmy się osobiście.

Jakie przezwiska nadają ci ludzie?
Ciućman, Ciuciek. Ludzie na ulicy nie wiedzą do końca, kim jestem. Kiedy Blanka studiowała we Wrocławiu, niemal codziennie chodziła ze mną na spacery na wały. Czasami brała koc i wspólnie ze znajomymi uczyli się nad rzeką, a ja obok skubałem sobie trawkę. Osoby postronne nie do końca wiedziały, kim jestem. Proszę sobie wyobrazić, że mylili mnie z owczarkiem środkowo-mongolskim, osłem, a nawet kapibarą!

Czy byłeś kiedyś zakochany?
Niestety nie. Blanka szuka dla mnie żony, ponieważ uważa, że takie wspaniałe geny jak moje, nie powinny się zmarnować, ale wszystkie kobyłki są za duże.

Rozmawiała: Joanna Jałowiec
Fot. Z archiwum Blanki Satory.
Dziękujemy Blance Satorze za pomoc w realizacji wywiadu.

Warto przeczytać
Karolina Nowakowska

Wolontariuszka, dziennikarka, społeczniczka. Zafascynowana podróżami i ludźmi, którzy zawsze mają ciekawą historię do opowiedzenia.

Więcej w Warto przeczytać

rozmowa o pracę

Niskie bezrobocie to nie koniec wyzwań

Redakcja Sukces9 stycznia 2018
smutne-święta-2

Jak przejść przez Święta po bolesnej stracie

Redakcja Sukces21 grudnia 2017
zakupy 1

Co kieruje nami przy zakupach?

Redakcja Sukces13 grudnia 2017
matka-i-dziecko

Czas na spacer z córką – zalety udowodnione naukowo!

Redakcja Sukces27 listopada 2017
fot. archiwum prywatne Ewy Panejko-Pankiewicz

Maleństwo: EWA PANEJKO-PANKIEWICZ

Ela Makos20 listopada 2017
Agnieszka Bielecka. Fot. Romuald Bielecki

Spręż: AGNIESZKA BIELECKA

Ela Makos20 listopada 2017
Halina Kruger-Syrokomska , fot. archiwum prywatne Marianny Syrokomskiej

Bądź dzielna Marianko: HALINA KRÜGER-SYROKOMSKA

Ela Makos19 listopada 2017
Ashley Bennett

Ashley Bennett: Dlaczego nie warto obrażać wyborców

Michal Karas10 listopada 2017
Maria Curie-Skłodowska

Skłodowska i Einstein: Wzniosła i pogodna przyjaźń

Redakcja Sukces27 października 2017